Można ten film traktować jako opowieść o rozpaczliwie wielkiej miłości byłego kawalerzysty do koni. O miłości graniczącej z obłędem i tak też uwieńczonej. Można jednak zauważyć, że szaleństwo ukazane w filmie Włodzimierza Olszewskiego ma źródła ponadjednostkowe i jakby ogólniejsze. Bohater "Beniamiszka" nie jest pewien tożsamości ukochanego konia. Im bardziej dręczy go ta niepewność, w tym mniejszym stopniu jest pewnien samego siebie. Bo jeśli nie można się rozpoznać w świecie wobec siebie zewnętrznym, jeśli nie można uznać za rzeczywisty obiekt swego uczucia, to prędzej czy później okaże się udręczone Ja. Bohater "Beniamiszka" poszukuje wybawienia w destrukcji: niszcząc obiekt swej miłości, niszczy samego siebie.