Niewielkie miasto. Jedno z wielu położonych w najbliższym sąsiedztwie stolicy... W owym miasteczku - jakieś podwórko; raczej szpetne, podobne wielu innym... I jeszcze podwórkowa "paczka" - kilka małolatów, kilka panienek. Najważniejsza jest jednak trójka: Ali, Pawlik i "blond-bogini" Małgośka. To jasne, że właśnie w niej kochają się do szalństwa obaj "wodzowie"... Młodzieńcze marzenia, razem spędzane wieczory, wino pite z "gwinta" i mocne poczucie wspólnoty.
Ta sama "paczka" kilka lat później to już wyraźnie młodziezowy gang, o sprecyzowanej hierarchii dowodzenia. Brutalne napady, prostackie kradzieże, ot - pomysł na łatwe życie. A gdzieś "pod spodem" - bardzo silna potrzeba ucieczki od samej rzeczywistości, imperatyw posiadania czegoś na własność, tylko dla siebie, czego nie mają inni... "To miasto jest moje..." - takie stwierdzenie pada w filmie kilka razy. Jest to bowiem bezczelnie uproszczona definicja władzy, skrojona na miarę i według potrzeb bohaterów. Władzy złudnej, bo opartej na przemocy i strachu, ale też władzy bardzo konkretnej i rzeczywistej. W następnej odsłonie gang nastolatków jest już lokalną mafią. Kiedy trzeba zabić - zabijają. Kiedy trzeba na zlecenie "wystawić" jakąś ważną "figurę" - mają na to sto sposobów. " To miasto jest moje..."; teraz brzmi to już rzeczywiście złowieszczo. Duże "skoki", powazne interesy, bardzo duża "forsa"...
Ale nadchodzi moment, gdy na scene wkracza "polityka". Nowy układ władzy, ten po zwycięskich wyborach z 1989 roku - generuje nowe postaci i nowy styl działania ludzi z politycznego zaplecza zwycięzców... Mafia Alego i Pawika może być tu bardzo przydatnym sojusznikiem... Oczywiście do czasu...
Pierwsza ofiarą jest przyjaźń. Następnymi - grupowa solidarność, miłość i wreszcie życie...