Festiwal to ludzie – Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Przejdź do treści

24.09.2026 Czwartek

projekcja O 13:00 projekcja filmu „Ojczyzna” – Centrum Riviera sala Helios 3 wydarzenie O 13:00 rozpoczynamy: Masterclass: Halina Prugar-Ketling — Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej Scena Kameralna projekcja O 13:00 projekcja filmu „Pojedynek” – Centrum Riviera sala Helios 6 wydarzenie O 12:45 rozpoczynamy: Prezentacja aktualizacji Programów Operacyjnych PISF — Hotel Mercure Gdynia Centrum sala Omega projekcja O 12:30 projekcja filmu „Mniej obcy” – Gdyńskie Centrum Filmowe imienia Leszka Kopcia sala Warszawa projekcja O 12:25 projekcja filmu „EXOTIC” – Centrum Riviera sala Helios 5 projekcja O 12:00 projekcja filmu „Śniłem tylko przyszłość” – Gdyńskie Centrum Filmowe imienia Leszka Kopcia sala Goplana projekcja O 12:00 projekcja filmu „Postój” – Centrum Riviera sala Helios 8 (Dream) projekcja O 11:50 projekcja filmu „SICK” – Centrum Riviera sala Helios 4 projekcja O 11:40 projekcja filmu „Ma to sens” – Centrum Riviera sala Helios 2 projekcja O 11:30 projekcja filmu „Mroki” – Teatr Muzyczny im. Danuty Baduszkowej Scena Nowa projekcja O 11:30 projekcja filmu „Ojczyzna” – Centrum Riviera sala Helios 7 (Dream) projekcja O 11:30 projekcja filmu „Dobry chłopiec” – Gdyńskie Centrum Filmowe imienia Leszka Kopcia sala Morskie Oko

23.09.2026 Środa

wydarzenie O 15:00 rozpoczynamy: Monodram Bogusławy Schubert „Voyage, voyage. Cytrynowa podróż” — Gdyńskie Centrum Filmowe imienia Leszka Kopcia wydarzenie O 14:30 rozpoczynamy: Konsultacje ZZAP — Hotel Mercure Gdynia Centrum hall wydarzenie O 13:00 rozpoczynamy: Konsultacje muzyczne No Problemo Music — Hotel Mercure Gdynia Centrum hall
FPFF Live

Festiwal to ludzie
 

Gazeta festiwalowa Opublikowano 24.09.2026
Festiwal to ludzie
Sandra Czerwińska, koordynatorka wolontariuszy

Weronika Petelczyc

Może nie każdy bohater nosi pelerynę – niektórzy noszą plakietkę. Działają na pierwszej linii frontu, ale też w ukryciu. To oni godzinami słuchają dźwięku skanowania biletów. To oni znają na pamięć formułkę informującą, gdzie jest najbliższa toaleta. To właśnie oni szykują przestrzeń festiwalu, liczą głosy widzów i pomagają przy help deskach.

Festiwalowi wolontariusze – zwani godnym ich rangi mianem „boscy wolo” – sprawiają, że Gdynia co roku staje się stolicą polskiego kina. Nawet jeśli nie widzimy nadziei w polskiej filmografii, to warto dostrzec ludzi, którzy nieustannie dbają o filmowe święto ze swojej wolnej, wolontariackiej woli.

Ciężka praca zaczyna się już kilka miesięcy przed tygodniem festiwalowym. Już wtedy zaczynają się też pierwsze wymagania – zadeklarowanie dyspozycyjności w odległym czasie, zorganizowanie, punktualność, elastyczność, chęć do pomocy, gotowość do podejmowania wyzwań. Nagrodą starań, sumiennego wypełnienia formularza i zrobienia dobrego wrażenia na koordynatorkach w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej, jest mail witający w składzie tegorocznych wolontariuszy.

Zespół, choć co roku wzbogacony o nowe osoby, na każdej edycji charakteryzuje się tym samym – gotowością do pracy. Wiek, wykształcenie, miejsce zamieszkania nie stawiają barier, a tworzą mosty między różnorodnymi wolontariuszami. Niektórzy przejechali setki kilometrów, aby dostać się do morskiej stolicy filmów. Niektórzy idą na wagary, aby dysponować odpowiednią ilością czasu, aby podjąć się festiwalowych zadań (choć jak sami przyznają jest to podwójna korzyść). Jeszcze kolejni przychodzą na wolontariat w przerwie od opiekowania się wnukami. Bo wspólny cel łączy ludzi różnych generacji.

Na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych mamy aż 229 boskich wolo. Przekrój wieku jest spory. Najmłodszy wolontariusz ma 15 lat, a najstarszy – 77. Jest to piękny symbol współpracy międzypokoleniowej.

Wolontariuszem z najdłuższym stażem jest pani Iwona Soldenhoff, która właśnie przeżywa swój festiwalowy jubileusz. Dziesięć lat temu przeczytała artykuł w gdyńskim Ratuszu o naborze do wolontariatu i zadała sobie jedno pytanie: Czemu nie? Pani Iwona żartobliwie mówi, że będzie to kontynuować, dopóki będzie mogła wbiegać po schodach. Podkreśla, że nie liczy się dla niej możliwość spotkania słynnego aktora czy jakiegoś wybitnego reżysera. Powodem, dla którego już dziesiąty raz wraca na festiwal są na pozór zwykłe osoby – inni wolontariusze. Każdy ma swoją historię, plany i marzenia. Dlatego każda rozmowa okazuje się zaskakująca i ekscytująca.

Festiwal tworzą ludzie, festiwal to właśnie ludzie. Nie tylko twórcy, aktorzy, producenci, scenarzyści i szeroko rozumiani „ludzie kina”. Festiwal to też osoby, które poświęcają swój czas na celebrację polskiego kina – nawet jeśli czasami trudno w nie uwierzyć. To osoby niekoniecznie bezwarunkowo kochające nasze narodowe produkcje, a patrzące na przyszłość krajowych produkcji z nadzieją. To osoby, które są z polską filmografią na dobre i na złe. Właśnie dzięki nim duch kina jest żywy, a pracy wolontariackiej podejmują się kolejne pokolenia obiorców.

O boskich wolo i początkach swojej pracy opowiada mi Sandra Czerwińska, koordynatorka wolontariatu.

Jak zmieniała się liczba wolontariuszy przez kolejne lata festiwalu?

Liczba zmieniła się drastycznie. Na samym początku to było dosłownie kilka sztuk, które pomagały ogarniać magazyn, przenosiły pudełka z miejsca na miejsce i pakowały pakiety dla gości. Zajmowało się tym może 10-15 osób. Potem z biegiem czasu tych wolontariuszy zaczęło się robić coraz więcej, bo też zaczęliśmy im dawać inne, coraz trudniejsze zadania – od obsługi widza czy też udzielania informacji do pracy przy helpdeskach, które powstały bodajże 15 lat temu, bo pamiętam, że byłam ich pierwszą kordynatorką.

Wolontariat nieustannie się zmienia, dopasowujemy się do nowych potrzeb. Powstały nowe działy, których na początku nie było – jak social media. Z biegiem lat pracownicy poszczególnych działów zorientowali się, że świetnie jest mieć swoich wolontariuszy do pomocy, przez co ich liczba stale wzrasta. W tym roku nie tylko dział social mediów szukał nowych pomocników, na wolontariuszy otworzył się również dział akredytacji.

Czy dużo wolontariuszy powraca na festiwal w kolejnych latach?

Tak, ponad połowa osób w tym roku to „osoby powracające”. Około 120 osób było już u nas podczas poprzednich edycji. Najdłuższy staż ma wolontariuszka, która w tym roku obchodzi swój festiwalowy jubileusz – jest u nas po raz 10. Drugi najdłuższy staż to 8 lat, kolejny – 6. Dużo osób widzę po raz 4 lub też nawet 5. Ciekawostką jest również ilość pracowników biura, którzy kiedyś byli wolontariuszami na festiwalu. W niedzielę, na odprawie wolontariuszy z dyrekcją festiwalową poproszono o powstanie wszystkich pracowników, którzy kiedykolwiek byli wolo. Wstalo 20, może 25 osób. Wiele osób w zarządzie ma przeszłość w wolontariacie. Zmienili plakietki z pomarańczowych (kolor plakietek wolontariuszy) na czarne (plakietki organizatorów).

Jak trzeba się wykazać, żeby z wolontariusza stać się pracownikiem festiwalu? Czy jest to długa i wyboista droga?

Wcale nie trzeba zabłysnąć, aby awansować w ten sposób. Na przykład Pamela, która w tej chwili zajmuje się akredytacjami na festiwalu, jest samodzielnym koordynatorem akredytacji trafiła do ekipy prostą sprawą – była wolontariuszką i ktoś od nas z ekipy napisał na grupie, że pilnie potrzebny jest korektor w teatrze. Pamela akurat przychodziła koło Empika, kupiła korektor, przyniosła go do biura, została bohaterką i w ten sposób ją zapamiętano. Później szukałam kogoś do pomocy i to właśnie jej zaproponowałam współpracę. W ten sposób trafiła najpierw do mnie, potem została na stałe w Pomorskiej Fundacji Filmowej. Z biegiem czasu przeszła do tego biura akredytacji i teraz na samodzielne stanowisko, zajmuje się produkowaniem wszystkich akredytacji na festiwalu, więc ma dostęp do bazy gości. Wcale nie trzeba się wykazać czymś nadzwyczajnym.

Twoja praca zaczyna się na długo przed festiwalem. Jak wygląda selekcja wolontariuszy? Jakie czynniki wchodzą w grę?

Selekcja jest bardzo trudna. Jest to żmudna robota i często dość niewdzięczna, bo mamy zawsze średnio dwa razy więcej chętnych niż miejsc. Czasami ciężko jest wydobyć te osoby. Nie ukrywamy, że w pierwszej kolejności bierzemy pod uwagę tych, co u nas już byli i się sprawdzili. Wiedzą co, gdzie i jak, znają ludzi i ludzie znają ich, co jest istotne Dalej bierzemy pod uwagę rozmowę kwalifikacyjną. Chcemy choć trochę poznać przyszłych wolontariuszy. Rozmowy nie są długie, bo trwają 10-15 minut, ale jesteśmy w stanie z nich wyłapać, czy ktoś rozmawia swobodnie, czy się stresuje i czy po prostu ogarnia rzeczywistość. Poza tym liczy się chęć zrobienia praktyk, jeśli ktoś studiuje kierunki związane z filmem, mediami czy też szeroko pojętą kulturą. Jest to decydujący argument, bo jak wiadomo jest niewiele takich instytucji, dlatego dajemy tę możliwość.

Często powtarzacie wolontariuszom formułkę: „Was jest ponad 200, nas tylko dwie”. Czy trudno jest zarządzać tak dużą ilością ludzi?

Wolontariusze to specyficzna grupa, która przychodzi tutaj z własnej woli. Są zajarani tym, że tutaj przyjeżdżają. Uważam, że mam najlepszą pracę na całym festiwalu, bo nie użeram się z gwiazdami. Zawsze się śmieję, że wolę kordynować pracę 200 wolontariuszy i rozpisać grafik dla 100 osób niż ustalić grafik mojej dwójki dzieci i dwóch babć, które się nimi opiekują. Bycie kordynatorką wolontariatu to sama przyjemność. Zdarzają się lepsze i gorsze momenty, ale te problematyczne sytuacje topią się w morzu dobrych sytuacji, satysfakcji i zadowolenia.

Póki istnieją na świecie ludzi, którzy są w stanie poświęcić swój czas, umiejętności i energię na celebrację polskiej filmografii, nie musimy martwić się o przyszłość. Bo kino to nie tylko lepsze czy też gorsze produkcje. To nie tylko spór o kolejne kontrowersyjne posunięcia reżyserów i debata nad stanem naszych narodowych filmów, nad którym nie jeden patriota uroni łezkę. Kino to ludzie. Festiwal to ludzie.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności