Z Łodzi część rzek wyssano, a część zakopano. Na powierzchni pozostały nieliczne wody, które inne miasta nazwałyby co najwyżej strumieniem, a te co złośliwsze – strużką. Urodzona w Łodzi Małgorzata znalazła się w swoim życiu w sytuacji, w której została pozbawiona życiowych soków. Małgorzata, tak jak Łódź, stała się bezrzeczna. Nasza bohaterka postanawia wyruszyć na wycieczkę w poszukiwaniu rzek łódzkich i swoich własnych. Cel utrudnia fakt, że jeszcze nie się przebudziła.
Małgorzata na wycieczkę się spóźnia. Przyglądając się jej gonitwie można by chcieć krzyknąć, żeby już nie biegła, żeby się zatrzymała się i wyspała, ale ona i tak nie byłaby w stanie tego usłyszeć, bo jest gdzieś dalej. Spóźnienie nie jest zresztą jej winą. Została oszukana we śnie odnośnie godziny. We śnie usłyszała, że może pospać, że ma jeszcze czas, chociaż wcale go nie miała.
Mówiąc o rzekach warto wspomnieć o źródłach. A źródłem większości scen w filmie są sytuacje wykradzione z łódzkiej rzeczywistości. Po województwie łódzkim krąży wiele grup wycieczkowych ale tą, która stała się inspiracją do podróży Małgorzaty, jest lokalne stowarzyszenie PTTK Stonoga.
Na początku każdej wędrówki przewodnik ostrzega, że osoby zrzeszone w PTTK są ubezpieczone, a te które nie są – idą na własną odpowiedzialność. Kiedy to usłyszałam, odraz wiedziałam, że Małgorzata na własną odpowiedzialność by nie poszła i wcale się nie myliłam. Nasza bohaterka zrobi wiele, żeby nie iść na własną odpowiedzialność – biegnie dłuższą, okrężną drogą, wskakuje do rzeki, szturmuje punkt ksero. Jej opór jest silny, choć nieskuteczny. Punkt ksero, w którym od lat wisi kartka z napisem „kartek podawanych poślinionymi palcami nie przyjmujemy do kserowania” to także obraz wykradziony z Łodzi. Z ulicy Kasprzaka.