Mam świadomość, że mówienie o procesie wymyślania i pisania 15-minutowego filmu może wydać się śmieszne. A jednak temat jest wart rozwinięcia. W mojej opinii to, co najważniejsze, powstaje właśnie przed wejściem na plan – przy kartce papieru. W tym przypadku kartek było pięć.
Z pomysłem na Spiritus Sanctus przyszedł do mnie reżyser i scenarzysta Adam Porębowicz („Macocha”, „Szczerość”). Zalążek filmu miał wszystko – absurdalną sytuację, bohatera, nieoczywistą perspektywę. Adam zaproponował trzy wątki: historię Bogdana, który podczas papieskiej prohibicji jedzie po butelkę wódki, historię pewnego różdżkarza oraz epizod dziejący się w studiu telewizyjnym.
Na etapie luźnych rozmów zorientowaliśmy się, że historia Bogdana zawiera wszystko co najciekawsze i że trzy historie będą za długie jak na krótki metraż. Pomijam już aspekt produkcyjny – nakręcenie trzech historycznych wątków wydawało się zadaniem prawie niemożliwym w rygorze naszego budżetu. Z perspektywy czasu myślę, że podjęliśmy słuszną decyzję. Wyszedł nam prawdziwy „short”.