– Do montażu nie potrzebny jest talent, a smykałka – mówi Halina Prugar-Ketling, wybitna montażystka, laureatka Platynowych Lwów na 51. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Mateusz Demski
Pierwsze co przykuwa wzrok to dywany. Nie leżą na podłodze, jak to zwykle bywa, ale wiszą tuż pod sufitem. Każdy jest ręcznie wyszywany. Układają się we wzory pełne detali.
Tkać zaczęła, kiedy przeszła na emeryturę, ale najróżniejsze talenty odzywały się w niej już za młodu. Chciała zdawać na architekturę, aktorstwo, w końcu poszła jednak na polonistykę.
Przypadek zdecydował, że usiadła przy stole montażowym.
Halina Prugar-Ketling jest dziś uznawana za najwybitniejszą montażystkę w historii polskiego kina.
– To było zaraz po powstaniu – wspomina. – Nasza rodzina mieszkała wtedy na Pradze. Wuj, który był kapitanem w „Parasolu” czy „Zośce”, już nie pamiętam, pomieszkiwał u nas. Któregoś dnia przyjechał do niego podwładny, młody żołnierz z Łodzi, który miał kontakt z Wytwórnią Filmową. Zapytał mnie, czy nie miałabym ochoty się u nich zatrudnić, bo akurat „Kronika Filmowa” przenosi się do stolicy.
I tak się zaczęło. Najpierw pracowała jako pomocnica montażysty, szybko jednak awansowała na asystentkę Wacława Kazimierczaka i Ludmiły Niekrasowej. W Warszawie nie było wtedy szkoły filmowej, wszyscy są zieloni, bez studiów. Profesorowie tacy jak Wohl, Bohdziewicz, Bossak przyjeżdżali do nich specjalnie z Łodzi dawać wykłady.
W pokoju siedziało sześć dziewcząt. Każda miała do opracowania ten sam temat, trzeba było coś szybko wymyślić. Kiedy została okrzyknięta genialnym dzieckiem montażu, miała 19 lat.
Ale wcześniej była wojna. W dniu, kiedy wybuchło powstanie, do ich mieszkania weszło kilku uzbrojonych chłopców. Zastali ją na podłodze, gdzie razem z koleżanką szyły ubranka dla lalek. Jeden zapytał tylko, na którą stronę wychodzi balkon.
Miała zaledwie piętnaście lat, kiedy dołączyła do walczącej Warszawy. Jej ojciec działał w konspiracji. Przed powstaniem roznosiła po mieście ulotki nie wiedząc, na co się zanosi. Nie miała żadnego przeszkolenia medycznego, ale kiedy wszystko się zaczęło, z tą samą koleżanką, z którą ubierała lalki, zaczęła opatrywać rannych po piwnicach.