Wątki ucięte, jak głowy. O filmie „ÒPI” – Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Przejdź do treści

Wątki ucięte, jak głowy. O filmie „ÒPI”
 

Gazeta festiwalowa Opublikowano 26.09.2026
Wątki ucięte, jak głowy. O filmie „ÒPI”
„ÒPI”, reż. Marta Giec
 

Julia Henel

Ciężko ubrać w słowa odczucia po seansie „ÒPI” Marty Giec. Krótko i zwięźle: zmarnowany potencjał. A szkoda. Bo „ÒPI” ma wszystko, żeby przynajmniej spróbować wystraszyć nas czymś więcej niż odciętą głową, hektolitrami krwi i krzykiem. Jest kaszubska legenda, jest religijny fanatyzm, jest matka, która zamiast dawać córce bezpieczeństwo, zamienia jej dom w więzienie. Jest dziewczyna, która od dawna żyje z koszmarami tak realnymi, że zaczynają przenikać do świata na jawie.

„ÒPI” to historia Krysi (Wiktoria Kruszczyńska), która dzień przed osiemnastymi urodzinami postanawia uciec z domu. Nie jest to zwykły nastoletni bunt. Dziewczyna chce uciec od toksycznej, fanatycznie religijnej matki (Gabriela Muskała), z którą od lat żyje w świecie modlitw, zakazów i kar. Jej plan komplikuje przyjazd ciotki (Magdalena Boczarska) i babci (Iwona Bielska) – kobiet, których Krysia nigdy wcześniej nie poznała. Matka uciekła z rodzinnego domu dzień po narodzinach córki i przez lata odcinała ją od swojej przeszłości.

I właśnie ta przeszłość jest tym, co w „ÒPI” interesuje nas najbardziej. Giec nie próbuje od razu zasypywać nas horrorowymi atrakcjami. Zamiast tego buduje duszną atmosferę domu. Mamy maniakalnie religijną matkę i córkę żyjącą w ciągłym koszmarze. Dwa skrajne światy. Bóg i diabeł. Wiara i strach. Krysia cierpi na paraliże senne i doświadcza koszmarów, w których ktoś ją torturuje. To, co widzi, przelewa później na papier, rysując kolejne zmory i upiory.

W domu wszystko ma swoje zasady. Matka głównie siedzi i się modli, a większość obowiązków zrzuca na córkę. Każdy błąd może skończyć się karą. I tu pojawia się coś, co uważam za jeden z najciekawszych pomysłów filmu. Religia nie jest wyłącznie tłem dla historii. Sama staje się narzędziem budowania grozy. I jest w tym coś bardzo polskiego. Rodzime kino wielokrotnie korzystało z religijności jako elementu naszej obyczajowości, ale rzadziej próbuje zrobić z niej coś, czego naprawdę mamy się bać. „ÒPI” pokazuje, że potencjał jest ogromny. Zwłaszcza kiedy religijność przestaje być prywatną sprawą bohaterki, a zaczyna organizować całe jej życie.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności