Spółdzielnio, nie eksmitujcie fabuły! – Polish Film Festival

Jump to content

Spółdzielnio, nie eksmitujcie fabuły!
 

‘Klaps’ Newspaper Published on 25.09.2026
Spółdzielnio, nie eksmitujcie fabuły!
"Czarna godzina", reż. Filip Bojarski

Weronika Zarzecka

Zamiast biblijnego raju, w którym wszystko zaczyna się od figowego listka i grzechu pierworodnego, w „Czarnej godzinie” mamy Adę i Ewę – dwie nauczycielki próbujące przetrwać w świecie, w którym rolę zakazanego owocu pełni comiesięczna rata czynszu, a zamiast węża kręci się wokół nich bezduszność polskiej rzeczywistości mieszkaniowej. Biblijny mit o wygnaniu z Edenu zamienia się tu w prozaiczną eksmisję z ciasnej klitki, gdzie w miejsce ogrodu dostajemy widok na osiedlowy śmietnik, a zamiast anioła z ognistym mieczem – smutnego pana z wezwaniem do wyprowadzki.

Kryzys mieszkaniowy miał być tu punktem wyjścia do czegoś większego – kwestii wypalenia zawodowego, chronicznego zmęczenia, tego szczególnie dotkliwego poczucia, że od ciebie, szarego człowieczka, nic tak naprawdę nie zależy. Miał być, bo w praktyce zostaje punktem, w którym wszystko się zaczyna i, niestety, w dużej mierze kończy. Zamiast katalizatora dostajemy pretekst – temat otwiera drzwi do kolejnych scen, ale nikt ani nic ich porządnie nie przekracza. Fabuła, zamiast wyrastać z tego gruntu, krąży wokół niego jak zacięta płyta, w kółko, jakby bała się wejść głębiej niż na wycieraczkę.

Wirujemy bowiem wokół żmudnego poszukiwania lokum: castingi lokatorskie niczym rozmowy kwalifikacyjne z piekła rodem, wyścig z czasem o kaucję i czynsz, przepychanki z naciągaczami z rynku nieruchomości i w zupełnej ostateczności próby zatelefonowania pod rodzinny adres i pogodzenia z wizją powrotu na te przysłowiowe, stare śmieci.

Bojarski splata narrację linearną z kolcami ironicznych gagów – niemal każda sekwencja pozwala wybrzmieć konkretnemu żartowi i dogasa wraz z kolejnym niepowodzeniem Ady i Ewy. Ta powtarzalność broni sporą część ekranowego humoru.

Mimo to bardzo bym chciała, żeby ten film podobał mi się bardziej.

Bo mówi o nie byle czym! A przynajmniej mówić próbuje, choć raczej duka. A może w zamyśle miał jedynie temat napomknąć, ale skeczowa epizodyczność historii podołała jedynie groteskowej nadbudowie fabuły, a nie jej dramatycznemu fundamentowi. I cała siła przetwórcza tego przedsięwzięcia uwięzła w tym asymetrycznym równaniu. Pośmiane? Łatwo i szczerze. Coś poza tym? Niekoniecznie.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności