Jan Bujnowski o swoim filmie „Złe pomysły” – Polish Film Festival

Jump to content

Jan Bujnowski o swoim filmie „Złe pomysły”
 

‘Klaps’ Newspaper Published on 25.09.2026
Jan Bujnowski o swoim filmie „Złe pomysły”
"Złe pomysły", reż. Jan Bujnowski

„Złe Pomysły” były jednym z shortów, które zrobiłem w ramach doktoratu w Szkole Filmowej w Łodzi. Moja praca teoretyczna dotyczy nowych struktur narracyjnych we współczesnym kinie krótkometrażowym, więc również w praktyce próbuję eksperymentować z materią krótkiego kina. Z czasem jednak odkryłem, że moją ulubioną metodą eksperymentowania jest… brak metody. Trudno mi z góry ustalić założenia i trzymać się ich do końca. Dlatego aż do montażu i udźwiękowienia pozwalam sobie na kolejne zmiany, czasem dość znacząco przesuwające sens filmu.

„Złe Pomysły” zostały sfinansowane ze stypendium Młoda Polska. Pierwotnie film miał być znacznie bardziej hermetyczny – cała akcja miała być filmowana wyłącznie z góry. Zastanawiało mnie, czy da się w kilkunastu minutach zbudować emocjonalny przebieg postaci, nigdy nie pokazując ich twarzy. Komisji stypendialnej najwyraźniej wydało się to interesujące, bo przyznała nam pieniądze na realizację.

Dość szybko zwątpiłem w ten pomysł i ostatecznie zostawiłem z niego tylko kilkuminutowy segment, uzupełniając film klasycznymi scenami fabularnymi. Uznałem, że nie czuję się jeszcze wystarczająco mocny w języku animacji, żeby dokonywać skoku na tak głęboką (albo tak płytką) wodę. Czy wyszło to filmowi na dobre? Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że jestem gdzieś pośrodku. Dla widzów przyzwyczajonych do tradycyjnego opowiadania „Złe pomysły” mogą być nieco nieprzystępne, a dla tych, którzy ze światowym arthouse’em są za pan brat, mogą być z kolei za mało radykalne.

Cały film powstał za 55 tys. zł brutto ze stypendium Młoda Polska. To bardzo dużo pieniędzy, a jednocześnie – jak się okazuje – ledwo wystarcza, żeby zrobić tego typu film. Budżetu na pewno nie ułatwiła decyzja o realizacji zdjęć na taśmie pozytywowej. Razem z operatorem Ignacym Ciszewskim chcieliśmy jednak sprawdzić, co można dzięki temu osiągnąć. Jak eksperyment, to eksperyment.

Zdjęcia zrealizowaliśmy niemal w całości na hali zdjęciowej Szkoły Filmowej w Łodzi. Dostęp do niej otrzymaliśmy bez ponoszenia kosztów, w zamian musieliśmy jednak dostosować się do jedynych dostępnych terminów – między Bożym Narodzeniem a Sylwestrem oraz w pierwszych dniach stycznia 2025 roku. Dzięki temu Sylwestra spędziliśmy wspólnie, budując scenografię. Trudno o lepszy sposób na integrację zespołu.

Podczas reżyserowania często mam wrażenie, że jestem dużym chłopcem bawiącym się w surrealistyczną zabawę, w której klocki Lego, samochodziki i figurki zostały zasąpione przez aktorów, kamerę czy lampy. Przy tym filmie zabawa poszła jednak za daleko. W pewnym momencie zorientowałem się, że przez cały dzień filmujemy na hali wycinki dywanów i ludzi w kolorowych sombrerach stojących na zielonej wykładzinie. Na szczęście ekipa była mała, więc świadków było niewielu.

Prawdziwy wstyd przyszedł dopiero na montażu. Z każdym kolejnym filmem coraz lepiej rozumiem, dlaczego lubię pracować na taśmie – materiału jest mniej, więc swoje złe pomysły trzeba oglądać przez godzinę, a nie przez sześć. W tym przypadku mieliśmy dodatkowo około trzydziestu minut ujęć dywanów i sombrer, z których montażysta Staszek Frankowski miał stworzyć animacje.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności