Zabawa w narodowości – rozmowa z Janem Holoubkiem – Polish Film Festival

Jump to content

23.09.2026 Wednesday

screening O 14:30 projekcja filmu „SICK” – Danuta Baduszkowa Musical Theatre New Stage event O 14:30 rozpoczynamy: Polish Film Institute Debate: Who Lost the Audience? Polish Film between Development and Distribution — Mercure Gdynia Centre Hotel event O 14:30 rozpoczynamy: Polish Actors’ Trade Union Consultations — Mercure Gdynia Centre Hotel screening O 14:25 projekcja filmu „Fatherland” – Leszek Kopeć Gdynia Film Centre Morskie Oko Screening Room screening O 14:25 projekcja filmu „Hot Spot” – Leszek Kopeć Gdynia Film Centre Warszawa Screening Room screening O 14:00 projekcja filmu „Winter of the Crow” – Riviera Centre Helios 8 (Dream) screening room screening O 14:00 projekcja filmu „The Time That Never Came” – Riviera Centre Helios 2 screening room screening O 13:40 projekcja filmu „EXOTIC” – Riviera Centre Helios 7 (Dream) screening room event O 13:30 rozpoczynamy: Workshops GDYNIA STORY — Miasto GDY Invest Komfort event O 13:00 rozpoczynamy: Konsultacje No Problemo Music — Mercure Gdynia Centre Hotel hall screening O 13:00 projekcja filmu „Good Boy” – Danuta Baduszkowa Musical Theatre Large Stage screening O 13:00 startuje Short Film Competition Block 2 – Danuta Baduszkowa Musical Theatre Chamber Stage event O 12:30 rozpoczynamy: PFA-ZAPA Consultations. Check if there are Royalties Waiting for You and How to Get Them — screening O 12:30 projekcja filmu „Picasso's Mermaid” – Riviera Centre Helios 6 screening room screening O 12:30 projekcja filmu „Violetta Villas” – Riviera Centre Helios 3 screening room screening O 12:30 projekcja filmu „Our Revolution” – Riviera Centre Helios 5 screening room
FPFF Live

Zabawa w narodowości – rozmowa z Janem Holoubkiem

‘Klaps’ Newspaper Published on 23.09.2026
Zabawa w narodowości – rozmowa z Janem Holoubkiem

– Trzeba znać swoją historię. Wtedy można spojrzeć na teraźniejszość i nie dawać się tak łatwo mamić manipulatorom, populistom i koniunkturalnym idiotom – mówi Jan Holoubek, reżyser filmu „Dziki, dziki wschód”, który otworzył tegoroczną edycję festiwalu.

Radosław Czyż

Radosław Czyż: Jak było w Toronto?

Jan Holoubek: Wspaniale. Wspaniały, wielki festiwal, wspaniała atmosfera, wspaniała widownia. Intensywnie, ale bardzo mi się podobało.

Jakie emocje towarzyszyły pierwszemu pokazowi?

Wielkie. Kiedy robi się coś przez kilka lat, a potem pierwszy raz pokazuje się to dużej publiczności, ponad pięciuset osobom, nie można uciec od emocji. Nie chodzi nawet o nerwy, tylko o rodzaj ekscytacji.

Kiedy siedzi się z widzami na sali kinowej, to ci ludzie stają się poniekąd pewnego rodzaju medium. Oglądanie w ten sposób własnego filmu to chyba jedyny moment, kiedy można wyjść z siebie, usiąść obok i bardziej obiektywnie ten film zobaczyć.

To robiło różnicę, że była to publiczność międzynarodowa, a nie polska?

Starałem się wejść w głowę widza, który niekoniecznie zna nasze regionalne konteksty. Może odbierać film przede wszystkim poprzez akcję i musi się domyślać, na czym polega konflikt, na przykład narodowościowy.

Ale wydaje mi się, że film się obronił. Oczywiście nie był odbierany na wszystkich poziomach, które my w Polsce będziemy kontestować i komentować. Ale dzięki temu może jest odbierany bardziej obiektywnie?

Mówi się, że to western, ale są tam i elementy noir, kina historycznego. To film gatunkowy?

Na pewno jest gatunkowy, ale nie wiem, czy można go zamknąć tylko w westernie. Ma w sobie elementy różnych konwencji.

Spotkałem się z opinią, że jest ich aż zbyt dużo. Uważasz, że zgubiłeś się w ich ramach?

Nie czuję, żeby któryś ze sznurków wymsknął mi się z ręki. Wszystko jest działaniem świadomym. Z mojej perspektywy film jest poprowadzony dokładnie tak, jak chciałem. Może nie jest dokładnie taki, jak sobie wyobraziłem, ale jest bliski temu, co tak spodobało mi się w scenariuszu.

Pierwszy raz przeczytałeś go jakieś dziesięć lat temu?

Nawet dawniej, w 2013 albo 2014 roku. Nie pamiętam dokładnie.

Jak duże zmiany przeszedł od tamtej pory?

Nic co zmieniłoby sens tekstu. Był bardziej rozległy, zaczynał się w Warszawie, kończył za oceanem.… To była bardziej rozbudowana opowieść. Natomiast jej sedno pozostało tym, co zawarła Aleksandra Takuska w pierwotnym scenariuszu i co mnie w nim zachwyciło.

Wątek ukraiński był w scenariuszu od początku? Pytam, bo dzisiaj siłą rzeczy dopisujemy do niego aktualny kontekst. Wojna sprawia, że pewne rzeczy czytamy inaczej.

My opowiadamy jednak o wydarzeniach, które miały miejsce wtedy. Film odnosi się do teraźniejszości, przede wszystkim w kontekście rosnącego w siłę nacjonalizmu i ksenofobii, tak w Polsce, jak i w Europie w ogóle.

Ukraiński bohater ma swoją misję i swoją sprawę. Kibicuję mu w tym sensie, że wiem, iż ma też swoją rację. Mówi o tym, że musi mieć swój kraj zamknięty w granicach i o to walczy. To się nie zmieniło do dzisiaj. Dla ludzi, którzy znają historię, ważna jest świadomość, że nasze polsko-ukraińskie sprawy ciągną się przez dziesiątki, setki lat i rozbrzmiewały jeszcze przed wojną. Ich kulminacja nastąpiła kiedy przez Europę przetoczył się horror II wojny światowej. 

Mimo naszej trudnej historii, stoję za Ukrainą. Uważam, że ten kraj jest bohaterski, że należy mu się wolność, niezależność oraz udział w europejskiej wspólnocie.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności