Julia Henel
Ciężko ubrać w słowa odczucia po seansie „ÒPI” Marty Giec. Krótko i zwięźle: zmarnowany potencjał. A szkoda. Bo „ÒPI” ma wszystko, żeby przynajmniej spróbować wystraszyć nas czymś więcej niż odciętą głową, hektolitrami krwi i krzykiem. Jest kaszubska legenda, jest religijny fanatyzm, jest matka, która zamiast dawać córce bezpieczeństwo, zamienia jej dom w więzienie. Jest dziewczyna, która od dawna żyje z koszmarami tak realnymi, że zaczynają przenikać do świata na jawie.
„ÒPI” to historia Krysi (Wiktoria Kruszczyńska), która dzień przed osiemnastymi urodzinami postanawia uciec z domu. Nie jest to zwykły nastoletni bunt. Dziewczyna chce uciec od toksycznej, fanatycznie religijnej matki (Gabriela Muskała), z którą od lat żyje w świecie modlitw, zakazów i kar. Jej plan komplikuje przyjazd ciotki (Magdalena Boczarska) i babci (Iwona Bielska) – kobiet, których Krysia nigdy wcześniej nie poznała. Matka uciekła z rodzinnego domu dzień po narodzinach córki i przez lata odcinała ją od swojej przeszłości.
I właśnie ta przeszłość jest tym, co w „ÒPI” interesuje nas najbardziej. Giec nie próbuje od razu zasypywać nas horrorowymi atrakcjami. Zamiast tego buduje duszną atmosferę domu. Mamy maniakalnie religijną matkę i córkę żyjącą w ciągłym koszmarze. Dwa skrajne światy. Bóg i diabeł. Wiara i strach. Krysia cierpi na paraliże senne i doświadcza koszmarów, w których ktoś ją torturuje. To, co widzi, przelewa później na papier, rysując kolejne zmory i upiory.
W domu wszystko ma swoje zasady. Matka głównie siedzi i się modli, a większość obowiązków zrzuca na córkę. Każdy błąd może skończyć się karą. I tu pojawia się coś, co uważam za jeden z najciekawszych pomysłów filmu. Religia nie jest wyłącznie tłem dla historii. Sama staje się narzędziem budowania grozy. I jest w tym coś bardzo polskiego. Rodzime kino wielokrotnie korzystało z religijności jako elementu naszej obyczajowości, ale rzadziej próbuje zrobić z niej coś, czego naprawdę mamy się bać. „ÒPI” pokazuje, że potencjał jest ogromny. Zwłaszcza kiedy religijność przestaje być prywatną sprawą bohaterki, a zaczyna organizować całe jej życie.